Agnieszka Perepeczko, niezwykle energiczna kobieta. Co sądzi na temat medycyny estetycznej i kiedy stała się kobietą spełnioną.

Wyjątkowa osoba. Niezwykle energiczna, chwytająca życie aktorka i pisarka. Agnieszka Perepeczko opowie w jaki sposób dba o urodę, co sądzi na temat medycyny estetycznej i kiedy stała się kobietą spełnioną. 

zdj: Agnieszka Perepeczko, fot. Monika Motor

Justyna Gumińska: Pani Agnieszko jak w kilku zdaniach może Pani opisać swoją osobę?

Agnieszka Perepeczko: Niezły oryginał… To najlepsze określenie mojej osoby. Inteligentna zawsze, zabawna wtedy kiedy chcę. Mój mąż mówił: moja żona to może rozśmieszyć nawet umarłego.

JG: Co Panią najbardziej relaksuje?

AP: Moje życie, które sobie sama organizuję i rozum, który zwykle podpowiada mi co w danej sytuacji trzeba zrobić.

JG: Nie wygląda Pani na swoje lata. Jestem ciekawa w jaki sposób dba Pani o swoją cerę na co dzień?

AP: Wiek nie gra tu żadnej roli. Najważniejsze jest zdrowie i rozum, który podszeptuje mi co robić żeby być zdrową, radosną i wyglądać dobrze.  Te 3 rzeczy są bardzo istotne: zdrowie, mózg, uroda. Dbamy o całość, a nie o cerę czy skórę, o całość! Czyli o zdrowie, sylwetkę, styl. W zależności, w którym kraju jestem, dbam o tę całość trochę inaczej. W Australii  pływam, jeżdżę  na rowerze, chodzę na długie spacery. W Polsce codziennie gimnastyka chociaż 20 minut i bardzo dużo biegania po sklepach, kawiarniach, teatrach. To też gimnastyka, ale jaka przyjemna.

JG: Z pewnością posiada Pani swoje ulubione kosmetyki. Które z nich stosuje Pani na co dzień I nie moze się Pani z nimi rozstać?

AP: Uwielbiam kosmetyki firmy Thalgo, bardzo lubię kosmetyki aloesowe np. Forever living. Aloes również piję, smaruję nim ciało, włosy, robię z niego maseczki. W Australii mam nawet małą plantację aloesu w moim ogrodzie… Ważny jest też peeling całego ciała, chociaż raz na dwa tygodnie. Jako młoda dziewczyna pamiętam, że robiłam sobie peelingi z wody morskiej i piasku,  a teraz w Polsce w czasie lata nie rozstaję się  na przykład z wodą termalną w sprayu i często w czasie lata nawilżam twarz i dekolt.

JG: W ostatnim czasie medycyna estetyczna stała się niesamowicie modna. Duża część osób nie przyznaje się do korzystania z tych dobrodziejstw. Interesuje mnie co Pani sądzi na ten temat i czy wykonuje Pani zabiegi z zakresu medycyny estetycznej?

AP: Każda prawdziwa kobieta powinna się tym interesować. Oczywiście, że zabiegi medycyny estetycznej są drogie, ale myślę, że zamiast papierosów i słodyczy można sobie uskładać niezłą sumkę na jakiś zabieg medycyny estetycznej. Teraz są fantastyczne zabiegi, które bez skalpela są bardzo efektywne. Uważam, że medycyna estetyczna pomaga kobietom w ich najrozmaitszych zmartwieniach co do wyglądu i poprawia ich samopoczucie dzięki czemu są efektywniejsze w pracy i szczęśliwsze w domu rodzinnym. Medycyna estetyczna pomaga fenomenalnie w pozbyciu się zwiotczałej skóry, koryguje znienawidzone defekty i bardzo poprawia wygląd i samopoczucie kobiet. W książce “Strzał w dziesiątkę czyli 10 lat młodsza w 10 dni” ułożyłam program odmładzania w… ideale. Nawet jak ktoś zastosuje się do niektórych wskazówek to już będzie dobrze.

JG: Ma Pani swoje ulubione zabiegi? Jeśli tak to jakie oraz gdzie je Pani wykonuje?

AP: Dwa takie ulubione miejsca w Polsce to Anlaya Day Spa w Józefowie i Afrodyta Spa w Ośniu Lubuskim koło Gorzowa .Tam właśnie poddaję się ulubionym zabiegom, które z detalami opisałam w mojej książce “Strzał w dziesiątkę czyli 10 lat młodsza w 10 dni”. To są moje dwie krainy szczęśliwości … Jak ktoś chce wiedzieć dokładniej do zapraszam do lektury mojej książki.

JG: Lato za nami. W jaki sposób przygotowała Pani cerę na nadejście jesieni? Jakimś specjalnym zabiegom kosmetycznym bądź medycyny estetycznej się Pani poddała?

AP: Nie odczuwam jesieni, gdyż jak tylko się zbliża to ja wyjeżdżam do swojego domu w Australii i wracam po 6 miesiącach jak tu zaczyna się wiosna.

JG: Z jakimi zapachami kojarzy się Pani dzieciństwo?

AP: Z zapachem kuchni, która była cudowna w moim domu rodzinnym ponieważ ciągle się coś piekło i gotowało. Moja mama używała wodę Bond Street, którą czasem czuję… Tak jakby mama była gdzieś blisko… W Milanówku pod Warszawą, w którym spędziłam dzieciństwo i młodość  towarzyszył mi zawsze zapach pól, łąk, kaczeńców i zapach… pomidorów zerwanych prosto z krzaka. Teraz ludzie nie mają pojęcia jak pięknie pachną prawdziwe pomidory. To również zapach mojego dzieciństwa.

JG: Czy ma Pani swoje ulubione perfumy? Jeśli tak to jakie i za co je Pani ceni?

AP: Ja robię mieszanki. Bardzo lubię Lolitę Łempicką, Diorissimo i Angel Terrego Maglera. Na mojej skórze pachnie podobno cudownie, tak mi mówią niektórzy panowie.

JG: A dieta? Czy jest Pani obca, czy czasami ją Pani stosuje?

AP: Nie jadam słodyczy, ze słodyczy to najbardziej lubię śledzia. Uwielbiam wszystko co ostre i pikantne. Staram się nie jeść dużo klusek, mącznych rzeczy, jeżeli to kromka chleba razowego przy śniadaniu. Grzanka z jednym jajkiem na miękko stanowi fantastyczne śniadanie. Uwielbiam jeść i gotować robić kolacje dla przyjaciół. W Australii zajadam się rybami i owocami morza. W Polsce jem mnóstwo kiszonej kapusty,małosolnych ogóreczków, jem bób z koprem i czosnkiem.  No czasem łamię się i pozwalam sobie na rozpustę, czyli tort truflowy, ale jeden kawałek w cukierni Magdy Gessler, która dla mnie jest wirtuozem kulinarnym, mistrzynią i artystką w tej dziedzinie.

JG: Zazdroszczę Pani włosów. Nie znam osoby, która miałaby tak bujne  i naturalne włosy. Proszę zdradzić co Pani robi, że tak wyglądają?

AP: Ja nic nie robię, nie mam wcale bujnych włosów. Na specjalne okazje doczepiam sobie włosy, ogony, loki, warkocze. Moja matka miała fantastyczne włosy. Umiem je natomiast  dobrze napuszyć i dbam o nie po prostu.

JG: Poinformowałam fanów Derma Estetic o wywiadzie z Panią. Jedna z Czytelniczek – Marta- zadała pytanie “Co Pani robi, że Pani biust wygląda tak dobrze?  

AP: Oj zawsze miałam ładne piersi, które spędzały sen moim koleżankom I kolegom tylko zupełnie z innych powodów (śmiech). Od matki natury dostałam taki piękny prezent, o który dbam szczególnie.

JG: Z kolei Kasia zadała bardzo ciekawe pytanie: “ Chciałabym wiedzieć kiedy Pani Agnieszka stała się kobietą świadomą swej wartości, klasy, świadoma swoich pasji, spełnienia zawodowego. Czy był taki moment, że zrozumiała Pani, że teraz to Pani stała się wzorcem dla innych”

AP: Po przyjeździe z Australii co nastapiło w roku 1997, Polska wyciągnęła do mnie ramiona i obsypała mnie prezentami. Dostałam pracę jako redaktor naczelna w wytwornym magazynie Magiczna Quchnia potem Weranda. Zagrałam w popularnym serialu i cały czas pisałam książki dla kobiet np. “Babie lato, bądź szczęśliwa całe życie”, która w Polsce miała już 3 wydania. No i stało się uzyskałam ekstra popularność u młodzieży, kobiet i nawet mężczyzn. To wszystko stało się tak bardzo niespodziewanie gdy skończyłam 60 lat. Niewiele jest kobiet, które osiągnęły spory sukces po 60-tce i myślę, że właśnie dlatego kobiety w polskich miastach i miasteczkach tak bardzo mnie lubią.

JG: A jest Pani bliżej do pisarstwa czy aktorstwa?

AP: Napisałam teraz siódmą książkę “Myśl, tańcz i kochaj siebie” z młodą osobą bo o 40 lat młodszą ode mnie. Książka została bardzo dobrze przyjęta przez kobiety te młodsze i te starsze. Pisanie traktuję jako hobby bez przymusu. Aktorstwo, no cóż nie gram w serialach, nie prowadzę żadnego talk show więc robię to co lubię w Polsce najbardzie. Jeżdżę na spotkania. To też jest aktorstwo w tym dobrym słowa znaczeniu. Spotkanie trwa 2 godziny. Moja publiczność się zaśmiewa czasem wzrusza, czasem bardzo uważnie słucha co mam im do powiedzenia i to jest wspaniałe.

JG: Skąd w Pani tyle pozytywnej energii?

AP: Z genów. Moja mama była  niezwykle energiczną kobietą, moja babcia też. To jest w genach. A ja dołożyłam sobie do odziedziczonych genów bardzo kolorowe życie i mieszkanie na dwóch kontynantach. Mam młodych ludzi wokół siebie, którzy podobno uwielbiają moje towarzystwo. So far so good jak mówią Australijczycy.

JG: I na koniec. Czego mogę Pani życzyć?

AP: Żeby ta cudowna chwila, którą jest życie trwała jak najdłużej.  

 

Agnieszka Perepeczko, fot. Piotr Kucia

Zapraszam również do przeczytania felietonów napisanych przez Panią Agnieszkę na www.blogstar.pl

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Magia Eisenberg – Elixir de Jeunesse, czyli Eliksir Młodości oraz Creme Contour des Yeux & Levres. Recezja kosmetyków.

Jakiś czas temu otrzymałam od marki Eisenberg dwa kosmetyki do przetestowania. Nie omieszkałam od razu rozpocząć testów gdyż chciałam sprawdzić na własnej skórze działanie tych preparatów oraz niesamowicie spodobały mi się opakowania zewnętrzne. Jestem osobą, która bardzo zwraca uwagę na kartonik oraz opakowanie zewnętrzne produktów np. słoiczek, tubę. Oba od razu przykuły moją uwagę. Proste w swojej prostacie, a zarazem eleganckie dzięki złotym dodatkom i napisom. Opakowania typu Airless przeznaczone są do higienicznego przechowywania żeli i wrażliwych produktów. Dzięki temu wiem, że kosmetyki są chronione przed dostępem powietrza i wszystkich zanieczyszczeń.

 Eisenberg Elixir de Jeunesse oraz Eisenberg Creme Contour des Yeux & Levres

 

Eisenberg Elixir de Jeunesse, czyli Eliksiru Młodości.

Recenzję rozpocznę od Elixir de Jeunesse, czyli Eliksiru Młodości. Jest to połączenie wyciągu z Miłorzębu Japońskiego i Zielonej Herbaty. Elixir de Jeunesse ma postać żelową w kolorze brunatno-żółtym z widocznymi drobinkami złota (nie są widoczne na skórze po rozprowadzeniu, jak w przypadku balsamów rozświetlających). Jest to rozświetlająco-liftingujący żel, który usuwa w znacznym stopniu oznaki zmęczenia. Napina skórę oraz posiada cząsteczki, które odbijają światło. Dzięki temu skóra wygląda na wypoczętą.

U mnie idealnie sprawdził się jako baza pod podkład, gdyż dzięki jednej kropli dodanej do podkładu skóra zyskiwała rozświetlenie, a dodatkowo, co ważne makijaż zdecydowanie dłużej się utrzymywał. Podkład z odrobiną żelu Elixir de Jeunesse idealnie rozprowadza się na twarzy i nie pozostawia efektu maski. Większa ilość żelu (więcej niż jedna kropla) dodana do podkładu powoduje, że na twarzy tworzy się maska, a podkład rozprowadza się ze smugami.

Z kolei żel rozprowadzony na dokładnie oczyszczonej skórze w ilości 2-3 dawek powoduje że skóra wygląda naprawdę olśniewająco.

Czy polecam żel?  Myślę, że najbardziej sprawdzi się na cerze tłustej i mieszanej. Moim zdaniem żel delikatnie wysusza. Natomiast ja, jestem jak najbardziej na tak. Na mojej mieszanej cerze naprawdę się sprawdził.

Eisenberg Creme Contour des Yeux & Levres czyli Krem kontur oczu i ust.

Jest to połączenie kwasu hialuronowego oraz oleju z pestek winogron.  Krem w kolorze białym, bezzapachowy, delikatny wręcz leciutki. Po nałożeniu delikatnie się rozpływa na skórze, nie klei. Z pewnością nie ma ciężkiej konsystencji. W znakomity sposób nawilża skórę wokół oczu oraz ją wygładza. Moim zdaniem delikatne zmarszczki, które niestety zaczęły się tworzyć wokół moich oczu (najwięcej zmarszczek śmiechowych) zaczęły się redukować i co ważne delikatna skóra wokół oczu jest nawilżona. Bez wątpienia jest to znakomita baza pod makijaż. Stosuję go regularnie rano i wieczorem na kontur oczu oraz powiekę i zauważyłam pierwsze efekty.

Producent zapewnia, że krem również likwiduje zmarszczki wokół ust. Czy tak jest? Nie wiem. Całe szczęście, jeszcze nie jestem posiadaczką zmarszczek wokół ust dlatego pod tym kątem nie mogłam ocenić tego kremu. Natomiast jestem pod wielkim wrażeniem Creme Contour des Yeux & Levres zastosowanego wokół oczu.

Czy polecam krem? Tak! Jest znakomity!

Eisenberg Elixir de Jeunesse oraz Eisenberg Creme Contour des Yeux & Levres

Oba preparaty są dostępne w perfumerii Sephora.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Terminy ważności kosmetyków. Jak sprawdzać i na co zwracać uwagę?

Nie ma takiej kobiety, która by nie uwielbiała kosmetyków. Kupujemy je bardzo często na tzw. zapas bo przecież zawsze może nam się przydać mimo, że ulubiony puder bądź krem jeszcze nam się nie skończył. Przy tym wszystkim zapominamy o tym by kontrolować daty ważności. Przypominamy, że przeterminowane kosmetyki mogą być przyczyną nawet bardzo groźnych chorób. 

Gdzie można sprawdzić termin przydatności kosmetyku?

Termin przydatności kosmetyku możemy sprawdzić z tyłu opakowania, pojawia się tam symbol słoiczka z lekko uchylonym wieczkiem, a w nim podana ilość miesięcy, jaką kosmetyk może nam służyć po otwarciu np. 12M świadczy o dwunastu miesiącach możliwości używania bez szkodliwych zmian. Należy pamiętać by produkty kosmetyczne przechowywać w suchym i zacienionym miejscu.

Według prawa nie wszystkie produkty kosmetyczne muszą posiadać datę przydatności. Do tej grupy zaliczamy takie produkty, jak: lakiery, pianki do włosów, maseczki jednorazowe, perfumy, wody toaletowe i dezodoranty w sprayu. Bowiem tworzą one środowisko, które jest mało atrakcyjne dla bakterii czy grzybów.

Mogłoby się wydawać, że do tych produktów o nieograniczonej dacie przydatności można zaliczyć również produkty w kamieniu oraz sypkie, czyli: cienie do powiek, puder, róż. Nic bardziej mylnego. PH tych kosmetyków, a także ich podłoże sprzyja rozwojowi drobnoustrojów. Efekty ich działania możemy zaobserwować gołym okiem. W momencie gdy zaczynają zmieniać swoją konsystencję, pojawia się osad, zaczyna się rozwarstwiać, czy też zmieniać zapach. Dodatkowo puder sypki zaczyna się osadzać na wieczku i tworzą się grudki. Natomiast przeterminowany róż robi się bardziej tłusty, ciemnieje i nierówno rozprowadza.

Zmiany fizykochemiczne pozostałych produktów kosmetycznych takich jak kremy i balsamy to np. pojawienie się osadów, śluzu, zmętnienie, rozwarstwienie, brak homogenności, znacząca zmiana konsystencji, zapachu, barwy, zmiana pH, fermentacja, opadanie pigmentów oraz zmiana lepkości. Takie widoczne zmiany świadczą o wysokim zanieczyszczeniu, jednak niższe, niedostrzegalne gołym okiem, jest równie niebezpieczne. Konsekwencjami mogą być infekcje oczu, grzybice, zespół wstrząsu toksycznego lub zespół oparzonej skóry noworodków spowodowane przez gronkowiec złocisty.

Odporność mikrobiologiczna kosmetyku zależy od jego składu recepturalnego, przede wszystkim od ilości i jakości wody oraz od obecności substancji stanowiących pożywkę dla drobnoustrojów np. kolagen. Dodatkowy wpływ ma pH receptury, rodzaj i wielkość opakowania oraz zawartość inhibitorów ograniczających rozwój mikroorganizmów. Inhibitorami są składniki kosmetyków, które oprócz działania podstawowego, wykazują działanie bakteriobójcze oraz są to właściwe środki konserwujące o zamierzonym działaniu zapewnienia stabilności mikrobiologicznej.

Konserwanty, które są wprowadzane do kosmetyku muszą spełniać pewne warunki. Powinny być aktywne wobec szerokiego spektrum mikroorganizmów, działać w niskich stężeniach i szerokim zakresie pH, być rozpuszczalne w wodzie, nietoksyczne, niedrażniące, nieuczulające, pozbawione smaku, zapachu i koloru, obojętne chemicznie, odporne na działanie światła, tlenu, podwyższonej temperatury oraz być zgodnymi z innymi składnikami receptury i opakowania. Te wszystkie pożądane cechy uzyskuje się przez synergistyczne działanie kilku środków konserwujących, tzw. układ konserwujący (multicomponent preservative system).

Konserwanty muszą być dostosowane do receptury kosmetyku, rodzaju opakowania oraz przewidywanego okresu trwałości. W Unii Europejskiej wytyczne precyzują maksymalne dozwolone stężenie konserwantu, określają również wymagania dotyczące czystości mikrobiologicznej finalnego produktu oraz jego odporności na zakażenia. Najczęściej pojawiającymi się konserwantami w kosmetykach się parabeny i formalina (wodny roztwór formaldehydu).

Inaczej jest z certyfikowanymi kosmetykami naturalnymi. Stanowią one szczególną grupę kosmetyków, które mają ograniczoną listę składników aktywnych i konserwantów. Konserwanty jakie mogą się pojawić w kosmetykach naturalnych, to m.in. kwas dehydrooctowy (DHA), kwas benzoesowy, kwas sorbowy, kwas salicylowy, czy olejki eteryczne. Stosuje się również Tokoferol (potocznie wit. E), która oprócz właściwości podstawowych, wykazuje własności bakterio- i grzybobójcze. Największym minusem kosmetyków naturalnych jest ich krótki termin ważności, do 3 miesięcy. Problem ten pokonała polska firma Epona Cosmetics, która swoje naturalne kosmetyki umieszcza w innowacyjnych, próżniowych opakowaniach typu airless. To właśnie dzięki niesprzyjającemu środowisku dla mikroorganizmów, naturalne kosmetyki Epona mogą stać rok na półce i nadal będą dla nas bezpieczne.

zdj. kobieta.wp.pl

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Zamknij
Zamknij

Zapisz się do naszego bezpłatnego newslettera!

Wyślemy Ci najnowsze artykuły i porady.

Konkursy + unikalne materiały tylko dla Czytelników newslettera

Dziękuję, jestem już zapisana