Nowość! LipVolumizer – pełne usta na dłużej bez bolesnych zastrzyków.

Na rynku pojawiła się nowość – LipVolumizer, pierwszy w Polsce preparat zapewniający długotrwały efekt powiększenia ust bez nieprzyjemnych zastrzyków. Czy rzeczywiście to działa?

LipVolumizer

Nowość od Senegence – LipVolumizer, pierwszy w Polsce preparat zapewniający długotrwały efekt powiększenia ust bez nieprzyjemnych zastrzyków.

Producent reklamuje preparat tymi słowami: „Marzysz o pełnych, jędrnych ustach, ale boisz się bolesnych zastrzyków? Wypróbuj LipVolumizer. Opatentowana technologia sprawi, że Twoje usta będą pełne na dłużej i to bez użycia nieprzyjemnych drażniących substancji.”

Jakie efekty daje LipVolumizer?

W ciągu miesiąca od codziennego użytku, większość użytkowniczek zauważyła:

  •  Zwiększoną objętość warg (sprawia, że cienkie wargi są grubsze)
  • Zwiększone nawilżenie warg
  • Odbudowaną gęstość warg
  • Poprawę kształtu warg
  • Delikatniejsze wargi

Jakie cechy posiada LipVolumizer?

  • Brak reakcji chemicznej czy uczucia pieczenia
  • Bezpieczny dla skóry wrażliwej

Składniki LipVolumizer:

  • Volumizing Complex
  • Kompleks składników – peptydy roślinne, które pomagają zbudować strukturę macierzy kolagenowej w ustach i zwiększają zawartość wilgoci w ustach. SenePlex™ Complex, masło shea, kwas hialuronowy, squaline, retnal palmatate, sód PCA, olej jojoba, nasiona liści Camellia sinensis (chroni kolagen przed rozpadem), olej sezamowy.

Jak stosować preparat?

 Należy nałożyć preparat na noc. Usta zyskają 25 proc. objętości, która będzie trwać cały następny dzień!

 Gdzie można kupić:

LipVolumizer można kupić w gabinetach kosmetycznych bądź na stronie www.dreamskin.pl

Cena LipVolumizer:

 5,9 ml kosztuje 180 zł
Czy preparat rzeczywiście działa? Tego nie wiemy, ale niebawem będziemy miały okazję go przetestować. Z pewnością Was poinformujemy o rezultatach.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Mroźna alternatywa dla botoksu – zamroź swoje zmarszczki!

Autorzy metody Frotox (kojarzącej się jak dla mnie z nazwą botox) twierdzą, że zamrażanie zmarszczek jest alternatywą dla botoksu. Zabieg ten zyskał uznanie wiele gwiazd, a metoda, która wykorzystuje bardzo niskie temperatury jest uznana za przyszłość medycyny estetycznej.

Metoda ta została opracowana przez kalifornijski zespół naukowców zajmujących się wdrażaniem innowacyjnych technologii medycznych. Specjaliści wykorzystują w tej metodzie krioneuromodulację.

Co się kryje pod tą skomplikowaną nazwą? Otóż jest to dość prosta, procedura, która trwa 15 minut. Aparat jest wypełniony ciekłym azotem, który  umieszcza się obok nerwów, kontrolujących wybrane mięśnie twarzy. Wówczas dochodzi do „zamraża się” nerwów. Wprowadza się je w stan hibernacji na okres około 4 miesięcy. Dzięki temu w tym czasie dochodzi do rozluźnienia mięśni z jednoczesnym wygładzeniem zmarszczek.

Ten zabieg nie wymaga żadnych zastrzyków, dzięki temu czyni go bezpiecznym – jak przekonują twórcy tej metody. Dodatkowo wielkim plusem tego zabiegu jest to, że efekty widzimy już po jego zakończeniu. Zabieg wykorzystywany jest przede wszystkim przy niwelowaniu zmarszczek na czole i bruzd między brwiami.

– W przeciwieństwie do zastrzyków z botoksu, na których efekty trzeba czekać co najmniej cztery dni, efekty zamrażania zmarszczek widoczne są natychmiast i utrzymują się do czterech miesięcy – wyjaśnia dr Yannis Alexandrides. – Ponadto azot – w przeciwieństwie do botoksu – jest substancją, która naturalnie jest obecna w naszym organizmie – dodaje.

Jak podkreśla dr Vincent Wong, efekty tego zabiegu są obiecujące. Specjalista zaznacza, że metody wykorzystujące niskie temperatury powinny znaleźć jeszcze szersze zastosowanie w medycynie estetycznej.

– To pierwszy na świcie zabieg przeciwzmarszczkowy, który nie wymaga zastosowania jakichkolwiek wypełniaczy. Taki zabieg to również doskonała alternatywa dla osób, które nie chcą lub z przyczyn medycznych nie mogą korzystać z zabiegów na bazie botoksu – twierdzi dr Wong.

zdj: www.mirror.co.uk

źródło: dziennik.kobieta.pl

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o

Dlaczego siwiejemy? Wyjaśnienia naukowców

 

Zostało wyjaśnione, co sprawia, że z naszych włosów znika naturalny barwnik, a włosy są po prostu siwe. Naukowcy wyjaśniają, że siwienie jest spowodowane przez gromadzenie się na mieszkach włosowych wody utlenionej, czyli nadtlenku wodoru. Dlatego im jesteśmy starsi, tym powstaje go więcej.

 
Postawmy sobie pytanie dlaczego w ogóle farbujemy nasze włosy? Najczęściej po to, by uzyskać wymarzony kolor, by zmienić coś w swoim wyglądzie, ale również po to, by pokryć siwe włosy, które wcześniej czy później pojawiają się na naszej głowie. Niestety do tej pory nie było wyjaśnione skąd pojawia się siwienie oraz dlaczego siwiejemy. Obecnie tę zagadkę rozwiązali naukowcy. Oto cała prawda o siwieniu. 

To odkrycie zostało dokonane przez międzynarodowy zespół, który od lat zajmował się badaniem komórki mieszków włosowych. Okazało się, że z wiekiem w naszych mieszkach powstaje coraz więcej nadtlenku wodoru, czyli wody utlenionej. To sprawia, że obniża się poziom enzymów MSR A i MSR B, których zadaniem jest niedopuszczanie do siwienia włosa.

Badacze również ustalili też, że wysoki poziom wody utlenionej w połączeniu z niskim poziomem MSR A i MSR B zakłóca powstawanie tyrozynazy – enzymu odpowiadającego za wytwarzanie barwnika w mieszkach. Ich zdaniem podobne zmiany zachodzące w skórze mogą prowadzić do powstawania odbarwionych plam, czyli bielactwa.

Wyniki badań zostały opublikowane w piśmie „The FASEB Journal”. Na razie nie jest jednak wiadomo, czy w jakikolwiek sposób mogą podpowiedzieć naukowcom, co zrobić by powstrzymać proces siwienia.

 

 

zdj: sklep.singerton.pl

źródło: dziennik.pl


 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Zamknij
Zamknij

Zapisz się do naszego bezpłatnego newslettera!

Wyślemy Ci najnowsze artykuły i porady.

Konkursy + unikalne materiały tylko dla Czytelników newslettera

Dziękuję, jestem już zapisana